PLANETARIUM CHAPTER 2: NEVER SURRENDER | WeLoveTrance.pl
 


 
strona główna  



PLANETARIUM CHAPTER 2: NEVER SURRENDER

Każdy, kto przynajmniej raz bawił się w śląskich klubach wie doskonale, że muzyka trance jest tam rzadkością. Właściciele lokali unikają tego gatunku. I nie ma się co dziwić, w końcu ich pracą i celem jest, aby klub dobrze prosperował, a przecież to zależy od frekwencji. Ta zaś dopisuje, kiedy w głośnikach słyszy się Weekend, Rihanne bądź innego nietrance'owego artystę.

Ostatnio obserwuję niezwykłe zjawisko dezorientacji klubowiczów, kiedy słyszą trance. Gatunek stał się tak niszowy na Śląsku, że ludzie po prostu nie umieją tańczyć przy tego rodzaju muzyce. Stoją bezradnie na środku parkietu i dosłownie nie wiedzą, co ze sobą zrobić. Na pewno niejeden czytelnik uśmiecha się w tym momencie. Faktycznie, taka scena może rozbawić, ale po krótkim zastanowieniu dochodzimy do wniosku, że jednak jest to tragedia dla miłośników trance.



Właśnie dlatego byłam niezwykle ciekawa Planetarium Chapter 2: Never Surrender, które odbyło się 07.09.13r. w klubie Młotkownia w Tychach. Impreza została zorganizowana przez nowy kolektyw Trance Chasers, a więc jak sama nazwa wskazuje na parkiecie przez całą noc gościł trance w przeróżnych odmianach. Sam klub nie jest położony w centrum miasta, jednak otoczenie budynków Tyskiego Browaru wszystko rekompensuje i nadaje Młotkowni wyjątkowy klimat. Dużą zaletą lokalu jest jego duża przestrzeń. Zdecydowanie jest czym oddychać - zwłaszcza, że organizatorzy zrezygnowali z tak popularnej "atrakcji", jak kłęby dymu wszędzie. Trzeba również przyznać, że sala była ciekawie udekorowana fluorescencyjnymi farbami. Na parterze wypatrzyłam tylko jedną lożę obok baru. Jeśli ktoś poczuł się zmęczony, mógł skorzystać z pomieszczenia na piętrze, gdzie znajdowały się krzesła, mini sofy, małe stoliki itp. Szczerze mówiąc nie wiem czy lekki nieład był zamierzonym "efektem artystycznym" czy też nie, ale pomysł takiego "chill-out room" trafiony.



Muzycznie było naprawdę godnie. Impreza zaczęła się o godz. 21.00 dosyć delikatnie, taka rozgrzewka na 130bpm. Później tempo już tylko rosło. Ok. godz. 23.00 w głośnikach było słychać trance na 140bpm i właściwie tak już mniej więcej zostało do rana. Artyści zdecydowanie postawili na mocne uderzenie. Szczególną uwagę zwrócili headlinerzy wieczoru, czyli Shlonex oraz Nivaya. Pierwszy z panów zaprezentował nieco starsze brzmienia prosto z winyli, więc doznania muzyczne były inne niż zazwyczaj, oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu. Cały set zachował klimat starego dobrego trance z ogromną dawką energii. Takie rytmy wspaniale nastawiły i przygotowały publikę na występ kolejnego artysty, jakim był wspomniany już Nivaya. Ten DJ i producent z Poznania, którego produkcje grali Aly & Fila czy John O'Callaghan, sprawia wrażenie bardzo skromnego, ale za sprzętem staje się zupełnie innym człowiekiem. Muszę przyznać, że choć sama nie jestem zagorzałą fanką uderzeń na 140bpm, to przez 90 minut seta Nivayi nie zeszłam z parkietu ani na chwilę. Zdecydowanie jego występ również był zastrzykiem energii.



Wydaje mi się, że całe wydarzenie można nazwać sukcesem. Może i frekwencja nie była porażająca, nie ma co ukrywać, ale szczerze mówiąc nie spodziewałam się tłumów. Przynajmniej jeszcze nie na tej edycji. Śląsk dopiero na nowo oswaja się z trance i fakt, że Trance Chasers wyszli z taką inicjatywą jest ogromnym krokiem do przodu. Jestem pewna, że powoli i stopniowo śląska rodzina trance'owców będzie się powiększać i z edycji na edycję będzie nas coraz więcej.

Tekst: Marta Waluś

 

 

    96 k | 192 k 96 k | 192 k 96 k | 192 k

Kontakt z serwisem Copyright © 2008 - 2012 WeLoveTrance  
statystyka